Co u nas nowego? Czyli wpis po dłuższej przerwie :)

No witajcie Drodzy Czytelnicy. Kiedyś w końcu musiał nadejść ten czas, że się zebrałem do napisania czegoś na moim… czy też może naszym… wspaniałym blogu 🙂 Jak zwykle… miało być wcześniej coś mądrego sklecone… a jest później. Dużo później. Sam powoli traciłem nadzieję, że się zmobilizuję i stworzę jaką notkę. Urlop mi leci… Spędzamy go nawet owocnie. Przez prawie cały czerwiec mieliśmy też współlokatorkę. Minął nam Dzień Matki, Dzień Dziecka i Dzień Ojca… Tyle mniej lub bardziej ciekawych tematów przeszło koło nosa…

Spróbuję zatem minimalnie streścić parę spraw.

Na Dzień Matki zrobiliśmy prezent w stylu DIY. Żeby było śmieszniej w przygotowaniu prezentu nie było zupełnie żadnej konspiracji. Dzień wcześniej zamknęliśmy się z Łucją w pokoju i zaczęliśmy wycinać serduszka z kolorowego papieru i naklejać na bristol. Laurka w większości wykonana przeze mnie 😀 A żeby było jeszcze śmieszniej… Łucja doszła do wniosku, że chce zrobić jeszcze dwie… dla siebie i dla Judyty 🙂 A potem wszystkie zaniosła żoneczce. 25.05 😀

Żoneczka zaś nie pozostała dłużna… 🙂 Kiedy przyszedł Dzień Ojca zrobiła mi zwykłą listę zakupów i napisała na niej: kup sobie coś słodkiego 😀 (tak, tak… powtórka z rozrywki. Patrz wpis z 2019 roku https://tatusieklucuszka.com/2019/06/27/moi-rodzice-sa-kochani-dla-nich-rysuje-dla-nich-snie-a-kiedy-jestem-kwiatem-dla-nich-to-bardzo-bardzo-ciesze-sie-wspomnieniowo-o-prezentach-na-dzien-matki-dzien-ojca/ ) Kiedy wróciłem z zakupów, okazało się, że jednak będę mieć laurkę… (hurra) Zastałem dziewczyny przy pracy. No nie powiem, że to nie była kreatywna robota, bo trochę pracy włożyły. Obrazek i napis z kolorowego piasku. Ładne to było… mimo, że zrobione na kolanie. Choć dziecko było bardziej zaangażowane niż przy moim dziele. Za to szacun dla żonki.

Tak wyglądały nasze Ojcowsko – Matczyne święta 😉

Był jeszcze Dzień Dziecka. W związku z nim planowałem wrzucić obszerną recenzję pewnej fajowskiej zabawki, która – jak zwykle – bardziej mnie wciągnęła niż dziecko 😀 (prawdziwe jest zatem to stwierdzenie, że faceci dwukrotnie przeżywają dzieciństwo) Ale do rzeczy…

Klocki Meli. Pierwszy zestaw Łucyjkownik dostał od znajomych, którzy do nas wpadli z wizytą po długiej przerwie spowodowanej przez Covida zwanego potocznie Koronką. Klocki naszą córeczkę średnio zainteresowały. Bardziej wkręciła się w nie córeczka owych znajomych, która od razu otworzyła pudełko i zaczęła tworzyć różne klockowe dzieła. Klocki wyglądają jak puzzle 3D i można z nich budować wszystko, co nam przyjdzie na myśl. 🙂 Stworzone z nich cuda-wianki trochę przypominają artefakty wyciągnięte ze świata Minecrafta. Więc – jakby nie patrzeć – takie na czasie są 🙂 OK… tyle jeśli chodzi o opis.

Zatem na Dzień Dziecka Łucyjka dostała drugi zestaw klocków Meli. Mając dwa zestawy składające się łącznie z (pi razy drzwi) 500 elementów, można było już naprawdę konkretne cuda tworzyć. Oczywiście tworzenie cudów wygląda w ten sposób, że córeczka mówi: tata buduj! i tata buduje 😀
I ma z tego budowania mnóstwo „fanu”. Gdyby ktoś z Was był klockami Meli bardziej zainteresowany, odsyłam na stronę producenta: https://meli.pl/

A ja przechodzę dalej w swoich wywodach 🙂

Kupiliśmy plac zabaw do naszego ogrodu. To taka – można powiedzieć- inwestycja na lata 🙂 Nie znudzi się dziewczynom przez jakiś czas. Nie chcieliśmy żadnego „badziewia” z hipermarketu budowlanego, więc postawiliśmy na sprzęt z troszkę wyższej półki. Na ten, że tak się wyrażę, zestaw, składa się zjeżdżalnia, huśtawki, piaskownica, domek, liny do wspinania się. Miejsce jest na dwie huśtawki, ale my mamy trzy. Na chwilę obecną korzystamy z krzesełka-kubełka dla Judyty. A Łucja huśta się w tak zwanym bocianim gnieździe.

A czasem huśtają się w bocianim gnieździe obie, co widać na załączonym obrazku 😀

Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego placu zabaw, choć parę groszy on nas kosztował. Ale tak, jak już podkreśliłem wcześniej: to inwestycja na lata 😉
Gdyby ktoś chciał namiar, wrzucam linka: https://sklep.krzyzowskiprojekt.pl/

Jest jeszcze coś niecoś do opowiedzenia… Ale myślę, że na dziś wystarczy.
Przecież, gdybym napisał wszystko, miałbym wymówkę. A potem znowu by była cisza przez prawie dwa miesiące 😀 Także tego… Następny wpis będzie szybciej. A na razie. Dobranoc, bo przecież późna pora. 🙂

Jedna myśl na temat “Co u nas nowego? Czyli wpis po dłuższej przerwie :)

Dodaj komentarz