Poza Mlecznej Drogi kres… czyli ostateczny koniec karmienia piersią.

Ten wpis miał powstać dużo wcześniej… no ok… powiedzmy z 10 dni temu 🙂 Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Będzie dziś o końcu karmienia piersią… zamknięcia ostatecznego tego tematu. Bo w sumie częściowe odstawienie mieliśmy już za sobą. W zasadzie odstawienie w 99% Tym jednym procentem, który pozostał, było rytualne karmienie przed snem. I przyznaję… szykowaliśmy się na duże wyzwanie. Miało być bardzo ciężko… Co najmniej tak samo ciężko, jak przy odstawieniu pieluch.

I jak to zwykle u nas bywa… kiedy szykujemy się na ciężkie boje, wszystko idzie zaskakująco łatwo… Można rzec: aż podejrzanie za łatwo 😀

Ale do rzeczy…

Pomysł na zakończenie karmienia wyszedł spontanicznie. Akurat w tym samym czasie przeprowadzaliśmy akcję: „pampers idzie w odstawkę”, więc doszliśmy do wniosku, że upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Więc upiekliśmy…

Tego dnia akurat wraz z kolegą tuningowaliśmy pokój Łucjobzika… a konkretnie przyklejaliśmy fototapetę z jej ukochanymi konikami. No i kiedy pokój już był gotowy, uznaliśmy z żoneczką, że ta niespodzianka jest dobrym pomysłem, by coś dać, jednocześnie zabierając coś innego. Sprawdziło się to nieźle w przypadku smoczka, czemu miałoby teraz nie zadziałać….

Pokazaliśmy zatem Bzikulcowi pokój i zapowiedzieliśmy, że to początek Dobrej Zmiany 😉
Wieczorem mleczka już nie było… Pojawił się za to nowy rytuał. Wymyśliła go chrześnica żoneczki, która jakoś w tym samym czasie u nas nocowała. Rytuał ten polegał na „przybijaniu piątek” kucykom z fototapety. To był doskonały plan…

Zamiana wieczornego picia na „piątki z kucykami” i machanie na dobranoc gwiazdkom (tak, tak… potem doszedł jeszcze jeden rytuał) stała się naszą codziennością. Każdy wieczór, zanim dzidziulek położy się spać wygląda w ten sposób, że po kąpaniu i paciorku jest jeszcze pożegnanie gwiazdek i koników… a dopiero potem mamy i taty 😀

Można zatem z nieukrywaną dumą i kilogramami pychy przyznać, że kolejny sukces wychowawczy za nami… 🙂 Nie myślcie sobie jednak, że wszystko zawsze idzie nam tak łatwo…. Nadal zdarza nam się toczyć boje, by Młoda ładnie zasnęła…

Nadal mierzymy się z jej fanaberiami typu:
1. Cała „stadnina” musi spać z nią w łóżeczku a jak kogoś nie ma to awantura.

2. Oprócz stadniny muszą spać z nią w łóżeczku wszystkie pluszowe pieski, kotek, laleczka i „dzidzi”. A jak któregoś nie ma? Patrz punkt pierwszy.

3. Dzidziulek – Łuculek musi być przykryty dwoma kocykami, ale stopy muszą być odkryte. Jeśli warunek ten nie będzie dopełniony… no to larmo…

4. Zawsze w pogotowiu musi być bidonek z wodą. Bo przecież nigdy nie wiadomo czy dziecku nie zachce się pić.

5. A nad ranem cała ferajna musi się znaleźć w łóżku rodziców. Jeśli kogoś zabraknie, foch na całą resztę dnia.

No i tak to u nas wygląda… 🙂

Dodaj komentarz