Hej, słuchajcie! Czy kiedykolwiek marzyliście o tym, by złapać wszystkie Pokemony? My też! W naszym domu postanowiliśmy przenieść ten koncept do rzeczywistości, ale zamiast Pikachu i Charmandera, zbieramy… naklejki. Tak, dobrze słyszeliście. Naklejki te to nic innego jak „punkty za grzeczność”. Tak, tak… stworzyliśmy naszą własną tablicę motywacyjną, która w sumie całkiem niedawno, bo dziś rano nazwałem „domowym programem lojalnościowym”. Jak to działa? Zaraz Wam opowiem!
Pomysł tablicy grzeczności przewijał się w naszych rozmowach od dawna. Kupiliśmy dwie rolki małych, kolorowych naklejek, a dziewczyny myślały, że to do zabawy. Tylko wyobraźcie sobie, co by było, gdyby nasze kochane córeczki dobrały się do naklejek bez kontroli – mielibyśmy cały dom wyklejony w kotki i koniki. Każda okazja byłaby pretekstem do zrobienia laurki, nawet nadejście piątku!
Po zrobieniu tabelek na arkuszach brystolu, przykleiliśmy je na ścianie. Tabelki są w kolorze niebieskim i różowym, bo to ich dwa ulubione kolory. Chociaż z tym lubieniem kolorów bywało różnie. Łucja miała fazę na niebieski, kiedy uwielbiała Elzę i Krainę Lodu. Śpiewanie pod nosem „Mam tę moc” i zabawa w zamrażanie wszystkich jednym ruchem ręki to była norma (choć to mrożące spojrzenie jeszcze jej zostało). Kiedy jej przeszło, wróciła do ukochanego różu, ale bynajmniej nie w stylu Barbie. Jej różowy styl oscyluje gdzieś pomiędzy „Akademią Jednorożców” a „Życiem w Cuglach”. Ciężko się połapać, bo tych dziewczyńskich seriali o koniach trochę jest, a Łucja nie zbiera jeńców – jest wszystkimi fajnymi dziewczynami jednocześnie. Judytka zaś po prostu chciała niebieski, bez żadnych podtekstów. No, ale ten typ tak ma. Nie wymyśla żadnych ideologii i nie dorabia sobie historii, z którą postacią się identyfikuje. Jest momentami tak dyplomatyczna, że gdyby któregoś dnia powiedziała do kogoś „idź sobie” (tylko wiecie… tak bardzo, bardzo brzydko) to ta osoba z całą pewnością poczułaby podniecenie w związku ze zbliżającą się podróżą. No dobra dość tych heheszków…
Wróćmy do meritum: Podstawą do otrzymania naklejki jest szeroko rozumiana grzeczność. Grzeczność rozumiemy jako:
Szacunek wzajemny: Unikanie kłótni i bicia się. Dziewczyny z reguły bicia unikają, choć małe pojedynki w stylu Fame MMA też się zdarzają. (myślicie, że bicie się to domena chłopaków, to myślcie sobie nadal… hihi ) Pojawiają się też nieśmiertelne hasła, które cztery razy obiegły Ziemię, a my pękamy ze śmiechu, gdy z absolutną powagą słyszymy najnowszą „ciętą ripostę”, będącą w rzeczywistości tęgim sucharem, którego data ważności minęła w okolicach pluskwy milenijnej. Ale czasem bywa i tak, gdy nasza ukochana córka coś dogada mamie albo tacie, a jedyne co pozostaje, to powiedzenie: „za moich czasów nigdy by się tak rodzicom nie napyskowało” (a dlaczego, niech każdy sam sobie odpowie).
Posłuszeństwo: Wykonywanie poleceń rodziców, co czasami bywa trudniejsze, niż się wydaje. Nasze dziewczyny, choć generalnie grzeczne, posłuszne, kulturalne i ułożone, to jednak takimi aniołkami nie są. Na potrzeby tak zwanej publiki czasem kreuje się lekko ubarwiony obraz, ale wiadomo, że tak wesolutko nie jest. Czasem odchodzą takie dzikie akcje i lecą takie teksty w naszym kierunku, że człowiek zachodzi w głowę, skąd ta dziecina się nauczyła takiego slangu.
Obowiązki domowe: Nakrywanie i sprzątanie po posiłkach to, coś co, kolokwialnie mówiąc, tygryski lubią najbardziej. Czasami człowiek jest w takim szoku, że musi zbierać szczękę z podłogi widząc rano elegancko nakryty stół. Pozostaje zapytać: ile gwiazdek Michelina ma ta restauracja? A nie, moment, to tylko nasz mały biały domek, a kochane córeczki nakryły do stołu. Te piękne momenty jednak szybko mijają i wracamy do szarej rzeczywistości z licytacjami: „Dziś ty sprzątasz ze stołu!” – „A właśnie, że nie, bo ty!” – „Ja nie opróżniam sztućców ze zmywarki, ty to zrób!” i tak przez cały ranek. Ale kto z Was tego nie zna? Ja tylko próbuję odkłamać naszą prawie idealną codzienność.
Porządek z zabawkami: No tak, zabawki generalnie są wszędzie. Ale pozbieranie wszystkich z każdego kąta w domu to byłaby 13. praca Herkulesa, więc ograniczamy się do zrobienia porządku w salonie, zanim nadejdzie upragniony czas oglądania bajek. Generalnie oglądanie zaczyna się o 17:30 i trwa nie dłużej niż 30 minut, w zależności od bajki. Aktualnie na tapet wrócili Bingo i Blue (ale to temat na osobny wpis).
Teraz coś o samym zbieraniu naklejek. Każde 10 naklejek pozwala na losowanie nagrody z puli karteczek. Tak, właśnie losowanie, bo kto by nie chciał poczuć się jak Ash Ketchum (dla niewtajemniczonych: To ten ziomeczek z serialu anime o Pokemonach), odkrywając, co wylosuje? Nagrody to m.in. wyjście do McDonald’s, sala zabaw, czy wycieczka w góry. Łucja zbiera naklejki z koniami, a Judyta z kotkami. Na razie udało im się wylosować po trzy nagrody. Pierwszym razem były to słodycze, ale potem wprowadziliśmy bardziej atrakcyjne nagrody, jak przejażdżki samochodem, wyjścia na lody, do parku, do sali zabaw itp. Pula karteczek jest na razie pełna, ale w przyszłości planujemy dodawać nowe nagrody.
A co, gdy poziom łobuzerstwa wywali skalę? Dla nas złotą zasadą jest, że najlepszą karą jest brak nagrody. Brak naklejki to nie tylko brak nagrody, ale także oddalenie się nagrody w czasie. Może się okazać, że zamiast 10 dni, uzbieranie naklejek zajmie 15 dni, a jeszcze gorzej, gdy młodsza siostra wyprzedza Cię o 3 naklejki. To powoduje frustrację i skłania do niezdrowej rywalizacji a co za tym idzie różnych gier niefair. Staramy się aby te emocje pozytywnie kanalizować i tłumaczyć, że następnym razem pójdzie lepiej. Oczywiście, czasem się nie udaje i dochodzi do „wojny siostrzanej”, ale to pozwala nam uczyć się na bieżąco na błędach.
Czy ten system działa? Powiem tak: Zmiany w zachowaniu były zauważalne, choć nasze dzieci i tak są obowiązkowe i samodzielne. Tablica miała za zadanie ukierunkować i uporządkować ich samodzielność. Jednym z wyzwań jest wciąż utrzymanie porządku – dziewczyny potrafią zrobić bałagan w trzech pokojach naraz, a sprzątanie staje się nielada wyzwaniem. Wyobraźcie sobie huragan przechodzący przez wszystkie pokoje, zostawiający za sobą zabawki, książeczki i inne dupersznyty. Mimo to, system punktów pomógł i wciąż pomaga nam w codziennym życiu.
Tablica motywacyjna nauczyła nasze dzieci odpowiedzialności i współpracy. System, choć nie idealny, pomaga nam w codziennych obowiązkach i wychowywaniu dzieci. Przeciwnicy mogą argumentować, że prowadzi to do rywalizacji, ale rywalizacja jest częścią życia i uczymy się ją pozytywnie kanalizować.
Planujemy w przyszłości wprowadzać nowe nagrody, aby system pozostał interesujący i motywujący dla dziewczynek. Na razie jednak, mamy pełną pulę nagród, które spełniają swoją rolę. Wciąż uczymy się i dostosowujemy system do potrzeb naszych dzieci.
Czy u Was działa coś podobnego? Chętnie usłyszę Wasze doświadczenia i pomysły na dalszy rozwój naszego domowego programu lojalnościowego!

My też mieliśmy taką tablicę jak mieliśmy Krystiana i Paulinkę po warsztatach o wychowaniu dzieci w naszej poradni na które wysłała Nas wychowawczyni Krystianka szkolenie ukończyliśmy i takową tablica pojawiła się w domu i faktycznie na początku to prosperowało i dzieciaki przeganiały się,żeby zdobyć nakleiki ale po pewnym czasie już się im to znudziło a rutyna dnia codziennego nas zjadła z czasem realizacji. Teraz mamy 4 dzieci i mąż wprowadził pewne zasady i dzieciaki je przestrzegają. Ale wiadomo życie raz wyjdzie raz nie wyjdzie. Tylko zdradzę,że zarabiają 5 zł za drobne czynności zmywarka,itp. Ale też tracą brak ciapów. Nawet ja zarobiłam 15 zł😁🤣. To u Nas bardziej się sprawdza. A Wam życzę powodzenia w realizacji i pozdrawiam szanowną rodzinkę.
PolubieniePolubienie