Za nami Dzień Matki i Dzień Ojca. A ja się uaktywniam z lekkim opóźnieniem 🙂 To pewnie przez te upały 😉 OK… każda wymówka jest dobra… no ale dość tłumaczenia się, pora na opowieść… Będzie to wpis trochę wspomnieniowy i – mam nadzieję – trochę inspirujący dla wszystkich tych, którzy przespali Dzień Matki i Dzień Ojca… Albo wyszli z założenia, że skoro ich dzieciątko jest jeszcze malutkie… albo jest dopiero w drodze… to nie trzeba robić sobie żadnych prezentów.
My robiliśmy… I myślę, że to dobry pomysł, by od samego początku… nawet kiedy dzidziulek ma dopiero kilka miesięcy… organizować sobie takie prezenty. Czasem jest przy tym dużo śmiechu… a czasem… zdarzają się inne emocje… no ale do rzeczy 🙂
Pierwszy Dzień Matki wypadł u nas w roku urodzenia Łucjobzika. Nasza dzidzulka miała wtedy dwa i pół miesiąca. Sporym wyzwaniem było zorganizowanie czegoś fajnego dla Żoneczki-Olusi. Chciałem w jej pierwsze święto zrobić coś kreatywnego… A żeby coś zrobić, to trzeba być samemu w domu…
Ostatecznie wpadłem na pomysł zrobienia czegoś na komputerze. W końcu i tak dużo czasu spędzałem przed ekranem, więc nie było żadnych podejrzeń, że mogę coś kombinować. Dłubałem zatem… dłubałem… aż z mojej dłubaniny powstało dzieło, które można by podciągnąć pod prezentację multimedialną… a może filmik?
OK… było to kilkanaście zdjęć Małego Bzika połączonych z muzyką i obrobionych w movie makerze. Nie było to dzieło zasługujące na Oscara… czy Emmy… ale powodów do wstydu też nie było… Dodatkową atrakcją było ukrycie prezentu na pulpicie i zostawienie kilku wskazówek, które miały pomóc Żoneczce znaleźć filmik z Łucyjką.
Było zatem trochę śmiechu… no i było też co nieco wzruszenia.
A miesiąc później Olusia zrobiła mi prezenta. Wysłała na maila prezentację w Power Poincie, w którą wrzuciła zdjęcia z USG oraz pierwszych tygodni po urodzeniu Łucyjki. Oprócz zdjęć były też teksty. Pisane w pierwszej osobie. Tak, jakby pisała do mnie Malutka. To była… nie przesadzając… petarda… Przyznam się tutaj bez bicia, że nie podejrzewałem mojej Żoneczki o tą kreatywność. Cóż… cicha woda brzegi rwie 😀
Tak wyglądały nasze pierwsze dni Matki i Ojca… No, ale dni mijały… I minął rok.
A na następny Dzień Matki postanowiłem pójść na łatwiznę… No może nie aż taką, żeby kupować tylko „kwiata”, ale jednak była to robota o wiele mniej kreatywna niż za pierwszym razem. Wszedłem sobie na stronkę, gdzie można zamówić foto prezenty, no i zamówiłem kubek ze zdjęciem mamusi i córusi. Był super… I co najważniejsze żoneczce się podobał. A miesiąc później… W zamian za ten piękny kubeczek… dostałem… odcisk Łucyjkowej rączki zrobiony podkładem do twarzy. Rączka była średnio udana… no ale weź tu namów człowieku roczne dziecko do odbijania rączki na karteczce. Zatem oprócz odcisku był rozbrajający szczerością napis. Brzmiał mniej więcej tak: „Kochany Tatusiu. To moja mała rączka. Trochę się nie udała, ale to dlatego, że jestem jeszcze malutka. Obiecuję, że następnym razem postaram się lepiej. Twoja Córeczka”. No i fajnie…
A jak było teraz?
A teraz to chyba już całkiem nam kreatywność wysiadła… Ja postanowiłem powielić zeszłoroczny pomysł Żoneczki, ale… podejść do tematu trochę inaczej. Na kartce odbiłem trzy razy małą rączkę, dorysowałem kredką łodygi i liście… i tak powstała kreatywna laurka z bukiecikiem kwiatów. Dopisałem życzenia: Wszystkiego Najlepszego dla mamusi i powiedziałem Łucyjce, że na razie te obrazki muszą być schowane, że mamusia dostanie je później. No ale dla Dzidziulka pojęcie „później” okazało się być abstrakcyjne. Tak więc na tydzień przed Dniem Matki, nasza córeczka wpadła rano do naszego pokoju z laurkami (bo w sumie to zrobiliśmy dwie takie karteczki, ale jedna wyszła trochę gorzej niż druga) i krzycząc „mama tu, mama tu, mama tu”, wręczyła Żoneczce „prezenta”. Było kupę śmiech… no ale kupę wzruszenia też było… także tego 🙂
A… no, ale przed nami był jeszcze Dzień Ojca.
Zastanawiałem się, co tym razem wymyśli Mamusia Olusia.
Liczyłem, że może też coś kreatywnego… jakaś wylepianka czy inny teges, szmeges…
A tu przyszedł 23.06….
I mojej nieskromnej osobie wręczona została…
Duża tabliczka Milki z Oreo… 😀
Żeby było jeszcze śmieszniej kupiona dzień wcześniej na wspólnych zakupach 😀
Dziękuję Ci kochana żono 🙂
Nie no naprawdę dziękuję… W końcu wiesz, że to moja ulubiona czekolada…

Jedna myśl na temat “Moi rodzice są kochani, dla nich rysuję, dla nich śnię A kiedy jestem kwiatem dla nich To bardzo, bardzo cieszę się. – wspomnieniowo o prezentach na Dzień Matki/Dzień Ojca.”