Koronawirusie, chcesz dostać tu się… Lecz my się nie damy!

Trudny jest ze mnie przypadek… Oj trudny. Tyle się u nas działo i dzieje, że mógłbym i kilkanaście postów natrzaskać… a ja się odzywam dopiero dziś. I do tego na temat, który miałem w planach przemilczeć. Którego unikałem jak ognia 😉 I jak się to wszystko kończy? Ano piszę o tym wszystkim, co nas dotyka w czasie pandemii i w ogóle. Tak się wewnętrznie broniłem, by nie iść w ślad celebrytów, instagramerów, influencerów i innej maści fajnych gości z internetów.

No… ale do rzeczy 🙂 No u nas trochę się działo.
Bo przecież Łucja miała urodziny. Trzy latka.
I Judyta zaczęła jeść już z nami dorosłoludzkie jedzonko.
(OK… bez przesady. Na razie na tapecie mamy marchewkę, ziemniaka itp.)
Aaaaa… No i jeszcze przedszkole… Dostaliśmy się. Idziemy tam, gdzie chcieliśmy.

No i troszkę chorowaliśmy na jakieś przeziębienia…
Jednym słowem: Intensywny miesiąc. Aż tu nagle…

#Coronavirus przyszedł do Polski i…
No i wszyscy wiedzą, co się odpiernicza.
Nie muszę stawać się kolejnym Onetem tudzież Wirtualną Polską, by rzucać tu statystykami zakażonych czy zmarłych.
No i nie mam zamiaru pouczać Was w tych wszystkich higienicznych kwestiach,
bo tak szczerze to sam musiałbym być w tej kwestii nieskazitelny. A nie jestem.

Ale mogę napisać coś, jak ten temat docierał do nas…
Zatem na początku nie docierał wcale. Ot kolejny wirus.
A te często u nas bywają… I prawie każdy z nich miał być tym, który zabije połowę ludzkości. Gdzieś na jakichś demotach czy innych tego stronach była taka grafika.

c11433eb30e4ffe05d7c5a41d0f6a0659b454179

I takie właśnie było podejście w moim otoczeniu. W pracy były śmieszki heheszki i oczekiwanie na nadejście „berłowirusa”. A dziś? Ci, którzy nie wzięli opieki na dziecko, ostro chodzą do pracy, ale co chwile w ruch idą płyny dezynfekujące i w ogóle…

W domu podchodziliśmy (i nadal w miarę podchodzimy) na luzie. Fotka, jaka towarzyszy temu wpisowi pochodzi z początku marca, kiedy wiadomo było, że wirus przedostanie się do Polski, ale nikt nie traktował go poważnie. W ogóle to zdjęcie nie miało nic wspólnego z pandemią 🙂 Żeby nie było… że sobie jaja robię z poważnego tematu. 😉

Przyniosłem do prania ciuchy robocze i Łucja zobaczyła czepek i maskę, które nosi się u nas wchodząc na hale produkcyjne z certyfikatami jakości, jakie muszą mieć opakowania na żywność. (wiecie te hacapy, isa i inne ustrojstwa) No a jak Łucja coś zobaczy, to nie ma to tamto… No to ubrała, zrobiliśmy zdjęcia, śmieszkowaliśmy i było spoko 🙂

A potem nam się epidemia rozszalała w kochanej Polsce. Trzeba było ograniczyć różne towarzyskie kontakty. No jest to spory ból… ale dajemy radę. Wychodzimy na ogród, bo ruszyliśmy z kolejnym etapem równania terenu wokół domu. Ten podobno jest już ostatni. Siedem przyczep ziemi (a może i osiem) i dość. Teraz tylko zasiać trawę i czekać aż się zazieleni. Jakieś krzaczki, drzewka… i będzie przepięknie.

To szaleństwo przecież musi się kiedyś skończyć 🙂

No… To jeszcze coś o tytule wpisu. Ludzie siedząc w domu, mają różne kreatywne odpały.
Takim odpałem była piosenka, która zawojowała youtube. Muzykalna rodzinka śpiewa sobie o coronavirusie i promuje zostawanie w domu. Jakby ktoś nie widział… Zapraszam:

Jest djembe, jest ukulele, jest i rap. Legitnie 😀 My piosenek o wirusach i o myciu rąk nie układamy, ale talenty muzyczne rozwijamy z równie dużą siłą. Aktualnie w repertuarze przyszłej gwiazdy muzyki wszelakiej – Łucyjki znanej jako Łucjobzik Bzikulec Mały Bzik, znajdują się następujące piosenki:

  1. Szła dzieweczka do laseczka
  2. Poszła Karolinka do Gogolina
  3.  Gdzie strumyk płynie z wolna (Stokrotka)
  4. Ta Dorotka, ta malusia.
  5. Mam aniołka stróża mego.

Oczywiście wszystkie piosenki śpiewa albo całkiem, całkiem sama… Albo z niewielką pomocą. A poza śpiewaniem? Gotuje w lidlowej kuchni, układa puzzle, słucha czytanych bajek i … ogląda Psi Patrol… Ale to już temat na osobny wpis 🙂

OK… czas kończyć na dziś …
Do zaś 😛

Dodaj komentarz