We keep this love in a photograph – Nasze profesjonalne sesje zdjęciowe.

Dawno, dawno temu… Kiedy jeszcze nie było ani dzieci ani żony, bawiłem się w robienie zdjęć i wrzucanie ich na różne stronki typu Deviantart. Nie uważałem się za jakiegoś wielkiego artystę, ale po cichu liczyłem, że może jednak to moje fotografowanie z totalnie amatorskiego, zmieni się w półprofesjonalne. Z tej zajawki zostało tylko wspomnienie. No i oczywiście aparat, dwa obiektywy, dodatkowa lampa błyskowa, statyw… Ogólnie mówiąc mini zestaw fotografa. Zdjęcia ciągle robię, ba cykam ich dziesiątki, jeśli nie setki. Ale nie próbuję zrobić z siebie fotoreportera pretendującego do nagrody Grand Press Photo.

Ale przecież nie o tym chcę pisać… A ten wstęp wąską ścieżką ma prowadzić do właściwego tematu. Bo właśnie na Deviantarcie po raz pierwszy zetknąłem się z fotografią noworodkową. Wtedy był to ewenement na skalę światową. Profesjonalnie tematem zajmowało się kilku fotografów w Stanach, którzy z upodobaniem bombardowali portal ze zdjęciami nowymi aranżacjami dzidziulków zapakowanych w kokony. U Polsce wtedy wciąż było dość konserwatywnie. A przynajmniej tak mi się wydawało. Bo pewnie ktoś cykał takie foty… Tylko średnio mnie to interesowało. W końcu nie miałem dzieci. A nawet gdybym miał, to czy chciałbym mieć takie zdjęcia swoich dzieci? Myślę, że nad tym się nie zastanawiałem. Po prostu stwierdzałem fakt, że zdjęcia noworodków w koszykach, kokonach i różne inne przebieranki są spoko. Kropka.

Wszystko zmieniło się, kiedy urodziła się Łucja. Jej matka chrzestna a jednocześnie siostra żoneczki, zafundowała nam – fanfary – SESJĘ NOWORODKOWĄ.  No i chyba od tego się wszystko zaczęło. Nie napalałem się jakoś na nią… Ale po zakończeniu jej, stwierdziłem, że trzeba znowu kiedyś pójść do studia fotograficznego i zafundować sobie sesję. Na przykład na roczek. No i poszliśmy na sesję roczkową… A potem na sesję noworodkową Judyty.

No i co powiem? Że to naprawdę świetna przygoda. Jeśli chodzi o sesję noworodkową, to trzeba się uzbroić w cierpliwość. Trwa ona długo…. A czasem i bardzo długo. Kilka godzin. Tak przynajmniej trzy. Dlatego warto wziąć ze sobą kanapki 🙂 Kawa, herbata i ciastka zazwyczaj są. Jest też wiele zasad, które pomagają jak najlepiej przeżyć sesję.
Pozwolę sobie wrzucić tu wiadomość, którą dostaliśmy od naszej pani fotograf na kilka dni przed planowaną sesją 🙂

Postaram się w miarę krótko i treściwie napisać o tym jak przygotować się do sesji noworodkowej. Przede wszystkich zacznę od pokarmów jakie należy unikać co najmniej jeden dzień przed sesją jeśli maleństwo jest karmione piersią. Produkty te mają ogromny (niekorzystny dla sesji) wpływ na nastrój oraz samopoczucie maluszka a zależy nam na tym aby maleństwo przespało całą sesję Oto następujące rzeczy: – kawa (bezsenność) – czekolada (pobudzenie) – owoce cytrusowe i świeże owoce i soki owocowe (podrażnienia przewodu pokarmowego) – kapusta, sałata (gazy) – brokuły (gazy) – pikantne przekąski (tu chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego ) – czosnek (smak – dziecko może nie chcieć pić mleka po tym) – fistaszki (alergia pokarmowa) Warto pić herbatę dla matek karmiących np. Laktosan, powoduje ona lepsze trawienie, brak kolki gazowej, uspokojenie dziecka. Na sesji noworodkowej rodzice koniecznie muszą wziąć ze sobą smoczek maleństwa (nawet jeśli nie używa go w domu), kocyk, butelkę (nie jest aż tak konieczne choć czasem przydała się na sesji), własne kosmetyki jak krem na odparzenia itd. Pampersy oraz chusteczki macie u mnie w studio zagwarantowane, chyba że dziecko wymaga większego rozmiaru niż te najmniejsze. Do zdjęcia rodzinnego z maleństwem najlepiej aby rodzice mieli ze sobą białe oraz osobno czarne (granatowe) ubrania. 2 zestawy zawsze i tak się przydają bo najczęściej przy zdjęciach rodzinnych rodzice są np. obsikani. Na sesji zdjęciowej, kawa, herbata, woda, ciastka będą serwowane, ale może ze sobą przynieść przekąskę lub lunch. Trzeba pamiętać o tym, że sesja może zejść do 5 godzin Podczas sesji zdjęciowej klienci są odpowiedzialni za rodzeństwo i inne dzieci, które weszły z nimi do studia fotograficznego. Nagrywanie filmów i robienia zdjęć z telefonów / kamer jest zabronione, chyba że została wyrażona na to specjalna zgoda.

Tak… dużo tych wymagań, ale w praktyce nie jest tak strasznie. Wręcz przeciwnie. Jest całkiem miło. No to teraz w dużym skrócie opiszę, jak to u nas było. W przypadku Łucji? Hm… Długo. Chyba właśnie wspomniane pięć godzin. Większość przespała. Dopiero pod koniec sesji zaczęła dokazywać. W czasie sesji odpadł jej kikut pępowiny, który nie mógł odpaść przez dwa tygodnie. Przebieranki zdziałały cuda. No i nie byłbym sobą, gdybym nie zapodał tu kilku fotek 🙂

 

OK… To teraz sesja roczkowa. A miało być tak pięknie. Miało nie wiać w oczy nam….
I tak dalej… Nie no. Koniec końców było pięknie, co zaraz udowodnię na zdjęciach, ale spodziewaliśmy się… ja się spodziewałem… czegoś innego. Miało być znowu dużo przebieranek, fajnych zdjątek, które po latach byłby świetną pamiątką. A tu Łucja włączyła tryb dziecka „naręcznego”. I nie chciała współpracować. Udało się zrobić jedną. Jedną jedyną aranżację „przebierankową”. A właściwie golasową… Wanienkową. Cała reszta była albo tylko z mamą. Albo tylko z tatą. Albo i z mamą i  z tatą. Ale nauczony średnio pozytywnym doświadczeniem drugi raz na roczkową sesję bym się nie skusił.
(choć wiadomo, że dzieci są różne i Judyta może nie zrobić takiego dymu jak Łu.)

Dobra… Czas na prezentację 🙂

Łucja (1)

 

No i przyszedł wreszcie czas na Judytę. Na sesję zapisaliśmy się zaraz po urodzeniu. Wolny termin przypadł akurat gdzieś w granicach pierwszego tygodnia życia. Wcześnie? Może i wcześnie, ale zdarzają się i jeszcze wcześniejsze sesje. Judyta była w miarę OK. Sesja nie trwała tak długo jak u Łucji. No i do samotnych zdjęć dołączył również zdjęcia dwóch siostrzyczek. Jedna z tych fotek jest zdjęciem tytułowym. A reszta? No… dobra… zapraszam do oglądania 🙂

No i już na sam… samiutki koniec… Parę zdań o autorce zdjęć. To Monika Roczyna.
Jej studio mieści się obecnie w Międzyrzeczu Dolnym. My współpracujemy z nią od 2017 roku i jesteśmy zadowoleni. Możemy się o niej wypowiadać jedynie w miłych słowach i reklamować ją każdemu, kto zapyta o możliwości zrobienia zdjęć. Nie tylko takich, jak my, ale i zdjęć ślubnych a nawet sesji biznesowych. A co mogę powiedzieć więcej o samej Monice? Myślę, że najwięcej powie ona sama o sobie. Zapraszam do odwiedzenia jej strony, gdzie możecie zobaczyć jej portfolio.

http://www.monikaroczyna.pl

 

Dodaj komentarz